Kinga and I recently took a three-day bike trip to Slovakia.
Getting to Liptovsky Mikulas required riding over the Tatra Mountains. We could have gone around the western tip of them, but we decided that, having gone that way to Budapest, we’d rather see some different views.

And that we did. The weather was mercifully cloudy, but a bit windy at times, making the trip over the mountain (according to roadsides, a 12% grade) all the more difficult. Why is it that the wind is always a headwind when you really need a tailwind?


Wyjechaliśmy z Jabłonki o dziewiątej rano. Pierwszy odcinek do Podbiela przez Orawę nie sprawił nam żadnych trudności. Ale od zakrętu na Zuberec droga zaczyna się piąć w górę — najpierw nieznacznie, ale z każdym kilometrem trzeba było coraz ciężej pracować.
2–3 km za Zubercem zaczyna się przeprawa przez Tatry Zachodnie — Rohacze. Wiedzieliśmy, że czeka nas przeprawa przez góry, ale nie zdawaliśmy sobie do końca sprawy, jak kiepska jest jeszcze nasza kondycja w tym sezonie. Przebrnęliśmy przez te Rohacze, wjechaliśmy na wysokość ponad 1100 m n.p.m., ale to był koszmar. Niby tylko 7 km pod górę, ale nachylenie terenu wynosiło ok. 14%.
Bardzo często się zatrzymywaliśmy, żeby odpocząć. Usprawiedliwialiśmy się pięknymi widokami i śmialiśmy się z braku kondycji. Ale muszę przyznać, że widoki na tej trasie są wspaniałe — polecam ją wszystkim rowerzystom. Za każdym zakrętem odsłaniało się coś innego. Najpierw obserwowaliśmy pozostawione w dole wioski, później widzieliśmy już tylko góry — coraz wyższe, coraz bardziej skaliste, aż wreszcie najwyższe szczyty Rohaczy, jeszcze oczywiście zaśnieżone.
Kiedy wyjechaliśmy wreszcie na przełęcz, zobaczyliśmy już Niskie Tatry i Liptowską Marę — cel naszej podróży. Teraz czekała na nas wspaniała nagroda — około 7–8 km bez najmniejszego wysiłku, przynajmniej wysiłku nóg, bo okrutnie bolały mnie ręce od hamowania. Nie dało się jechać zbyt szybko po tych serpentynach.

Of course, we saw some magnificent views.

That was hardly half. :P