Matching Tracksuits

fun in fours

Month: July 2005

Temporary Post

Two out of three are accomplished:

  • Kinga has a job.
  • We have an apartment.

I’m still looking, and that means the obvious. The dreadful -— temping. Oh, how I hated temping in Boston.

That’s what I’m supposed to say, right? But bottom line is, it doesn’t really bother me. It’s obviously not a long-term career choice. “Our third contestant is Gary, a professional temper, with thousands of assignments under his belt.” No, not something I want to keep until I perfect it, but there is a, well, charm about it for a little while. Walking into an office and not knowing what you’ll be doing, who you’ll be working for, what your coworkers will be like, or even where your place of work is located.

Okay, it does suck.

Even the title —- a temp -— is demeaning. “Oh, you’re the new temp.” An outsider in every sense of the word.

Rock Hill Cousin

4 lipca

Bardzo szybko to wszystko sie toczy. Trzy dni w Poludniowej Karolinie, w okolicach Charlotte, powrot, poszukiwanie mieszkania zakonczone sukcesem i ciag dalszy poszukiwan pracy dla Garego. Ciesze sie, ze nie zaczelismy od Charlotte, nie podoba mi sie tam. W Asheville jest o wiele ladniej. 4 lipca spedzilismy w Rockhill u siostr taty Garego. Na swiatecznego grila przyjechalo okolo 30 czlonkow rodziny ale jak pozniej sie okazalo, ciagle brakowalo kolejnych 40 osob. To bardzo duza i nieco zwariowana rodzinka, jak zreszta kazdy tam powtarza.

Mistrzem ceremonii byl tata Garego. Upiekl na grilu kilkadziesiat hamburgerow i hot-dogow. Musze przyznac, ze te hamburgery nie byly zle. Przygotowanie wszystkiego zajelo czterem siostrom okolo godziny. Pokrojenie warzyw i uformowanie hamburgerow z mielonego miesa, to jest ten sekret domowych hamburgerow. Pozniej tzw. szwedzki stol. Hamburgery oczywiscie z duza iloscia salaty, pomidorow, papryki i sosow. Bardzo smakuje mi tutaj salatka ziemniaczana (prawie zupelnie zmiazdzone ziemniaki z gotowanym jajkiem, cebula, majonezem i przyprawami). Wszedzie pojawia sie ta papka z czerwonej fasoli, ktora nie zawsze mi smakuje, makarony z pomidorami i topionym serem zoltym, „diabelskie” jajka i kilka rodzajow ciast — zadne domowej roboty (w przyszlym tygodniu rodzice organizuja dla nas mala impreze, na pewno upieke cos swojskiego). Oczywiscie wszysko przegryza sie tutaj ogromna iloscia chipsow i przepija sie coca-cola, ewentualnie piwem ale to ktore bylo na grilu nie powinno nawet nazywac sie piwem, bo do piwa mu daleko. Ale to nie znaczy ze nie ma tutaj dobrego piwa — oczywiscie Corona, ktora juz wczesniej odkrylysmy z Ewa no i Samuel Adams, tez niezly. Ale i tak teskimy juz za polskim piwem.

Cala imreza trwala od 16:00 do 20:00. Na parkingu wokol grila utworzylismy bardzo zabawny krag i zaczely sie plotki i ploteczki. Ze wszystkimi staralismy zamienilismy kilka zdan. Wszyscy jak jeden maz mieli przy sobie zdjecia swoich dzieci, to chyba tez taka amerykanska tradycja i opowiadali o dzieciach bardzo duzo. Slyszelismy wiec o roznych osiagnieciach sportowych, szkolnych ale i o pierwszych randkach, to tez tutaj dosc popularny temat. Rozmawialam ze wszystkimi na ile tylko bylam w stanie sie z nimi dogadac. Wierzcie mi poludniowy akcent zwala z nog i po kilku godzinach wysilania sie w rozumieniu co tez oni chca mi powiedziec, mialam serdecznie dosc.

Survey America

Dostalam prace. To co wydarzylo sie tutaj w ciagu ostatniego tygodnia przekroczylo moje najsmielsze oczekiwania. Zastanawialam sie czy wogole bede miala szanse dostac prace w geodezji w tym roku.

Asheville, NC (Polnocna Karolina) — bardzo ladne, stare miasteczko z takim angielskim klimatem polozone w gorach — tam uderzylismy. Miasto bardzo nam sie podoba, jeszcze na pewno do tego wroce, poza tym znalazlam tam 26 firm geodezyjnych. Zaczelismy w poniedzialek, we wtorek po poludniu mialam juz pierwsza propozycje pracy, przyjelam ja w piatek rano. Nie spodziewalam sie, ze to wszystko tak szybko sie potoczy. Zaczynam 18 lipca, oczywiscie moga mnie jeszcze wyrzucic, jezeli im sie nie sprawdze…

Ten tydzien przyniosl wiele nowych doswiadczen, musze przyznac, ze niektore byly dosyc zaskakujace:

  1. Otwartosc i zyczliwosc geodetow — jestem dla nich zupelnie obca osoba, ktora do tego przyjechala z jakiegos odleglego, obcego dla nich kraju, bardzo czesto padalo pytanie, czy Polska jest juz krajem demokratycznym. Mimo to, wielu z nich nie tylko poswiecilo mi swoj czas ale rowniez udzielalo wielu rad, gdzie co znalesc, od czego mam zaczac zeby zdobyc tutaj uprawnienia, jak wygladaja egzaminy i jak wazne tutaj jest to, zeby te uprawnienia zdobyc. Bylam zaskoczona, w Polsce nie spotkalam sie, zeby tak powszechnie wszyscy na wstepie sprzedawali Ci cenne informacje, raczej samemu trzeba bylo szukac.
  2. Zainteresowanie firm — to na pewno przede wszystkim swiadczy o tym, ze na rynku duzo sie dzieje i jest ogromne potrzebowanie. Ale ja mialam tutaj obawy – kto chcialby rozmawiac z baba geodeta a do tego z Polski, gdzie to jest i czy oni maja tam juz komputery? A tu wrecz przeciwnie. Jezeli pojawialam sie w firmie i akurat nie bylo geodety, z ktorym moglabym porozmawiac to przewaznie do kilku doslownie godzin otrzymywalam telefon i umawiali sie ze mna na rozmowe. Ku mojemu zdziwieniu odzywaly sie raczej te wieksze firmy, ktore zajmuja sie rowniez inzynieria ladowa, projektami, GIS-em, fotogrametria …
  3. Rozmowy kwalifikacyjne — nigdy wczesniej nie bylam na rozmowie kwalifikacyjne, wiec za bardzo nie mam porownania ale dosc profesjonalnie to dla mnie wygladalo. Rozmowa trwala od 1 do 1,5 godziny. Przychodzil geodeta, lub geodeta z szefem calego biura. Wypytywali sie o wszystko, poczawszy od tego czym sie wczesniej zajmowalam, co lubilam robic, w czym bylam dobra, w czym slaba, co cenilam a czego nie lubilam u swojego poprzedniego szefa a skonczywszy na bardzij osobistych pytaniach dotyczacych mojej osobowosci, np. jak znosze porazki itd. Czesto pokazywali mi sprzet na jakim pracuja, oprowadzali mnie po biurze. Wiele pytan mnie zaskakiwalo np no dobrze na poczatek opowiedz nam cos o sobie… Kurcze nie wiadomo o czym mowic, mowilam o sprawach zawodowych ale nie bylam przekonana o co im chodzi, ale przeciez nie zaczne: urodzilam sie w 1978 r. w niewielkiej wiosce Jablonka, tuz pod Babia Gora… Wiele pytan bylo bardzo scisle zwiazanych z problemami, z jakimi mozna sie spotkac w pracy i musze przyznac, ze te trzy lata doswiadczenia zrobily swoje i nie musialam tam siedziec z otwarta buzia tylko wiedzialam o czym mowia albo wydawalo mi sie, ze wiedzialam o czym mowia…
  4. Jak wypadlam? — trudno do konca powiedziec na ile oni byli ze mna szczerzy a na ile byli po prostu uprzejmi. Raczej wykazywali zainteresowanie, mowili, ze spelniam ich wymagania i ze maja nadzieje ze wkrotce znowu sie ze mna skontaktuja. Ale ja nie ufam im w tej kwestii. Zaskoczylam sama siebie, ze potrafilam sie opanowac na tych rozmowach i juz po pierwszych mitutach zupelnie nie odczuwalam zdenerwowania i moglam na luzie z nimi rozmawiac.

Tylko jedna firma odpowiedziala natychmiast bardzo konkretna propozycja. Jest to sredniej wielkosci firma na rynku geodezyjnym w Asheville, NC, mniej wiecej taka jak nasza w Ludzmierzu — zatrudniaja wydaje mi sie ok 8 osob — zajmuja sie podobnymi projetkami jak my w Ludzmierzu. Zmiany jakie mnie czekaja — musze sie przestawic na Autocada i bede miala sanse popracowac na GPS-ach. Wydaje mi sie, ze takie cisnienie wystarczy mi na poczatek. Ale mam nadzieje, ze jeszcze w przyszlosci zapukam do Vaughn & Melton. A moze oni jeszcze sie do mnie odezwa.

W przyszlym tygodniu szukamy mieszkania — nie bedzie z tym problemow, jest mnostwo mieszkan, ktore mozemy wziasc od zaraz. No I teraz Gary zaczyna szukac intensywnie czegos dla siebie, bo do tej pory wozil mnie wszedzie. Jedziemy zatem do Asheville, to bardzo ladne miasto, w kazdym razie ja juz go polubilam.

Tymczasem jedziemy do rodziny taty Garego do Poludniowej Kroliny na swieto 4 lipca, wiec czeka mnie kolejna dawka wrazen.

Party