Archive

Posts Tagged ‘news’

New Look

August 14th, 2005 No comments

I decided to clean up the nasty, table-based quicky template I’d done for the first version of MTS. The new look is not completely new — same basic ideas — and it’s not quite finished, but…

I’ve also upgraded to Textpattern 4.0. So far so good. It seems to offer a bit more flexibility in how things are displayed (for example, comments) and it has a great auto thumbnail creation. In addition, you can provide files for visitors to download without having to fire up your favorite FTP program, and it counts the number of downloads. (I added a few of the Polish Christmas carols from last year to play around with — i.e., format — the feature.)

And you can now get it in Russian! Isn’t that what you’ve always wanted?

  • Share/Bookmark
Categories: Uncategorized Tags:

Geodezja w Stanach

July 24th, 2005 4 comments

Pierwszy tydzien pracy mam za soba. Pierwszy projekt juz prawie zakonczony, w piatek zaczelam juz drugi. To czego dowiedzialam sie w tym tygodniu to zapewne tylko namiastka tego czego jeszcze musze sie tutaj nauczyc ale juz dostrzegam mnustwo roznic pomiedzy geodezja w Polsce a geodezja w Stanach.

  1. Nie maja Osrodkow Dokumentacji Geodezyjno-Kartograficznej. To znaczy ze nie musz uzupelniac zadnych materialow ale z drugiej strony nie maja zadnych materialow wyjsciowych, wiec kazdy pomiar jest pomiarem od zera.
  2. Nie kompletuja operatow. Zleceniodawca otrzymuje tylko mape, na ktorej sa wszystkie wymagane informacje. Nie ma zadnej instytucji, ktora odpowiadalaby naszym PODGiK gdzie nalezaloby skladac jakiekowiek dokumenty zwiazane z wykonywanym projektem. Instytucje odpowiedzialne za infrastrukture techniczna w miescie same prowadza swoje archiwa i zlecaja inwentaryzacje. Swoje mapy udostepniaja na stronach internetowych.
  3. Ilosc informacji zawarta na mapie zalezy od zleceniodawcy. W tym tygodniu opracowywalam mape do celow projektowych. Przedmiotem bylo skrzyzowanie, ktore w tym momencie nie jest zbyt bezpieczne i maja tam wprowadzic pewne poprawki. Poniewaz teren jest mniej wiecej plaski w tamtym miejscu, zleceniodawca uznal, ze nie potrzebuje topografii, na mapie nie bedzie wiec ani jednej wysokosci. Nie do pomyslenia u nas.
  4. Nie maja zadnego odpowiednika naszej instrukcji K-1. Dobor symboli i ich wielkosc jest zupelnie dowolna, za to na kazdej mapie musi sie znajdowac legenda. Na tych mapach, ktore widzialam wiekszosc symboli jest opisana bezposrednio na mapie. Poniewaz jednakstosuja wieksze skale niz my, nie zaciemnia to rysunku.
  5. Slala rowniez zalezy od zlecenia ale uwielbiaja duze skale. Wiekszosc map rysuja w odpowiednikach naszych 1:200 do 1:300, my zaczynamy podklady projektowe od 1:500.
  6. Mapy eidencyjne sa ogolnie dla wszystkich dostepne na stronach internetowych odpowiednika naszego Urzedu Powiatowego. Sa to tylko pogladowe mapy, mozna je ogladac na podkladzie zdjec lotniczych lub na podkladzie planu miasta i dowolnie dodawac rozne informacje. Wiekszosc miast ma tego typu bazy GIS. Dokladne informacje o granicach dzialek znajduja sie w odpowiednikach naszych ksiag wieczystych. Jeszcze do konca nie wiem jak oni tutaj sie tym posluguja, wiem ze maja z granicami nie mniejsze problemy niz my.
  7. Ksiegi wieczyste – sa dostepne dla wszystkich na stronach internetowych. Tak jak i u nas archiwum prowadza sady.
  8. Szkice terenowe – Boze jak ja teskie za szkicami Grzeska i Michala. To co dostaje to sterta smieci. Nie uzywaja symbloli, posluguja sie tylka kodami a i tutaj panuje pelna dowolnosc. Kazda ekipa terenowa stosuje dowolnie przez siebie ustalone kody. Szkice sa bardzo szczatkowe, dostaje przewaznie jedynie wykaz numerow pikiet z kodami – masakra.
  9. Zleceniodawca nie placi za projekt ustalonej na poczatku kwoty, placi za robotogodziny poszczegolnych pracownikow. Kazdy z nas wypelnia codziennie formularz, gdzie wpisuje ile godzin pracowal nad danym projektem i co konkretnie danego dnia zrobil.
    • Share/Bookmark
    Categories: general Tags: ,

    Pierwsze wrazenia

    June 24th, 2005 2 comments

    Przepraszam za brak polskich liter ale na razie nie udalo nam sie zainstalowac polskiej klawiatury na komputerze rodzicow.

    Dotarlismy. Nasza podroz trwala 25 godzin. Dlugo, bardzo dlugo, to mi uswiadomilo jak jestesmy daleko od domu. Pozegnanie z rodzina – mame caly czas widze zaplakana a tate widze na tarasie widokowym lotniska w Balicach jak trzyma w gorze zacisnieta piesc jakby chcial powiedziec “trzymajcie sie”. Bedziemy sie trzymac, chociaz wiem ze bedzie to trudne, bo ja juz okrutnie tesknie, ciazy mi strasznie ta mysl, ze bedziemy tu najprawdopodobniej tak dlugo I ze jestesmy tak daleko od rodziny I przyjaciol.

    Rodzice Garego mieszkaja w bardzo ladnej okolicy. Wszystko bardzo przestronnie urzadzone, duze dzialki, ladne domy, wszedzie bardzo czysciutko I duzo, duzo zieleni – przeyjemnie. Mieszkanko bardzo przytulnie urzadzone, wszystko bardzo funkconalne I wygodne, maksimum udogodnien na kazdym kroku, szczegolnie w kuchni. Rozsmieszyly mnie amerykanskie lozka, ktore przez dwa lata z rzedu scielilysmy z Ewa w Wisconsin Dells. No I prosze, znowu spie w amerykanskiej poscieli.

    Kingsport – maja tutaj ogromna fabryke chemikalow, dluga na 2 mile (3,2 km), nie pytalam jak szeroka. Jak na fabryke nadzwyczaj czysto tam wszedzie. Przejechalismy wczoraj przez miasto, oczywiscie szerokie przestronne amerykanskie ulice, w centrum troche murowanych, prostokatnych budynkow – mam wrazenie ze wszyskie te miasteczka wygladaja tutaj tak samo. Centrum miasta jest zupelnie plaskie a wokol wyrasaja takie smieszne pojedyncze stozkowate gorki. Wyrastaja ponad
    miasto ok 200 m, nie sa zamieszkane ani w zaden sposob zagospodarowane cale porosniete lasem lisciastym.

    Zabawnie wygladaja, takie zielone kopki.

    Bylismy wczoraj w parku wypoczynku i rekreacji. Usytulowany w lesie pomiedzy tymi stozkowatymi gorkami, wokol sztucznego jeziorka. Maja tam takie male zoo w tym lesie. Wybieg dla wilkow, saren, basen dla wydr itd. Ladnie tam ale wszystko tak zaplanowane i obwarowane zakazami i nakazami jak mowil Stachu o Holandii. Wszedzie sciezki asfaltowe, tu wolno, tam juz nie wolno, nie pozostwiaja wiele swobody. Mozna tam pojezdzic na rowerach ale oczywiscie tylko scisle oznaczonymi sciezkami, no i nie mozna przyjechac do parku na rowerze, trzeba go sobie tam przywiezc. Oj czuje, ze nasza turystyka rowerowa bedzie tutaj troche inaczej wygladala. Coz to za przyjemnosc wywiezc gdzies rower zeby przejechac sie kawalek po parku.

    Pocieszyla mnie jednak rozmowa ze spotkanym rowerzysta. Opowiadal nam o klubie rowerowym jaki maja w Kingsport i o trasach rowerych w okolicznych lasach. Pomyslalam sobie ze moze jednak nie wszysko stracone i moze jednak mozna tutaj powaznie pojezdzic na rowerze.

    • Share/Bookmark
    Categories: Uncategorized Tags:

    Back in the States

    June 22nd, 2005 4 comments

    Kinga and I arrived safely at Newark at 4:45 Monday afternoon — ten minutes early, much to our shock. Our first flight to Charlotte was cancelled, so we we didn’t arrive home until after two in the morning, with the trip from Charlotte and everything.

    Yesterday was spent unpacking. Today, the first installment of the family arrives.

    No rest for the weary…

    • Share/Bookmark
    Categories: Uncategorized Tags:

    New Additions at kingary.net

    June 6th, 2005 No comments

    Two new-ish additions:

    * “Chochołowska Valley”:http://kingary.net/places/poland/dolinachocholowska/index.php
    * “Vlkolinec”:http://kingary.net/places/slovakia/vlkolinec/index.php

    One a bike trip, one in — gasp! — a car.

    • Share/Bookmark
    Categories: Uncategorized Tags:

    Slovakian

    May 10th, 2005 1 comment

    Kinga and I recently took a three-day bike trip to Slovakia. Details at kingary.net, half in English, half in Polish.

    • Share/Bookmark
    Categories: Uncategorized Tags:

    Movin’

    May 9th, 2005 3 comments

    In less than fifty days, Kinga and I are moving.

    It’s not a cross-town move, probably the worst, because you are reasonably sure you can do it all yourself with a little help from a few friends. And so you rent a truck and put all your possessions in it and drive across town and unload it and then do it again.

    And again. The what-to-ditch filter is not so incredibly fine, and you end up ditching precious little, and regretting it when it’s ten at night and you started before seven and you’re still not done.

    It’s not a cross-country move. I’ve done that too. Well, sort of. My parents did half the work, because I was moving back from Poland to Boston. They brought most of my stuff up from Virginia, and so I guess they did the hard part.

    No, Kinga and I are doing a trans-oceanic move. A continental move, which is both easier and more difficult than a cross-town move. What gets left behind is a much larger pile than what comes along.

    Of course all the furniture stays.

    Of course all the artwork should go, but — and here’s where it’s more difficult than a cross-town move — the possibility of damage necessitates tough decisions. We have two amazing glass paintings, one of which will stay due to its size of about thirty-six by twenty-four inches.

    Of course most of the clothes go. But trans-oceanic moves also force you to clean out your closet. I’ve already

    ditched one pair of shoes. It was on a recent three-day bike trip to Slovakia. Instead of hauling the old, worn-out things back to Poland, I left them in the hostel, much to Kinga’s delight. Like many wives, she doesn’t appreciate old, comfortable shoes

    Books occupy a curious place in the move — they’ll be packed up, but not all sent. Once we get a decent place to live, we’ll have them sent. Until then, most of them are staying in Poland.

    Then there’s the question of computers, cameras, and other fragile electronics. And bikes — we have three.

    Decisions, decisions.

    Perhaps the most difficult part of it is the fact that a cross-state move awaits. My folks have been collecting furniture for us the last few months, so we’ll have to rent a truck, pack it up, and…

    • Share/Bookmark
    Categories: general Tags:

    Shake and Freeze

    November 30th, 2004 1 comment

    The oddest thing for an inhabitant of Poland to be writing: we had an earthquake yesterday at around 6:20 in the evening.

    Completely unrelated, but I got hits from Google yesterday with someone looking for “bridal tracksuit” and “wedding tracksuit.” Looks like someone’s got class.

    It was a slight little hiccup by most standards: 3.6 on the Richter scale. Kinga was at home and said she felt the building shaking for about five seconds. I, on the other hand, was walking home and felt nothing. Reportedly in the nearest town, some houses were shaken enough that books fell from the shelves, and on the other side of the Tatra Mountains, Slovakians reported having felt it.

    No reports of damage, but of course everyone’s talking about it.

    Earthquake and Poland — they go together about as well as . . .

    • Share/Bookmark
    Categories: Uncategorized Tags: ,